Profesjonalni muzycy i przenośna technologia self-publishingowa

VN:F [1.9.11_1134]
Rating: 8.8/10 (4 votes cast)

Niedawno w obiek­cie wycio­sa­nym na kształt desi­gner­skiego UFO,  o rów­nie nie­ziem­skiej nazwie Tempodrom, odbył się kon­cert, na pierw­szy rzut ucha mało zna­nego Petera Framptona. Muzyk staje  się roz­po­zna­walny dopiero po ogło­sze­niu, że jest auto­rem tej oto pio­senki. No tak, to naprawdę on skom­po­no­wał „Baby I Love Your Way”, Bob Marley jedy­nie odśpie­wy­wał wersy po swojemu.

Peter Frampton, koncert w Tempodromie. 21.11.11.Najprawdopodobniej jed­nak ludów wschodu nie grzeje muzyka Framptona, dla­tego ber­liń­ski Tempodrom był jed­nym z ostat­nich przy­stan­ków na tra­sie kon­cer­to­wej.  Z dru­giej strony przy­czyną nie­prze­kro­cze­nia gra­nicy nie­miecko– pol­skiej mogła być zapo­wiedź zbli­ża­ją­cej się zimy, z którą jak wia­domo wielu prze­grało, a i sąż­ni­sta krzepa mło­do­ści już dawno za Peterem. Chociaż w grud­niu podobno ma być aż 13 stopni?

Sprawa, jak widać, wymaga filo­zo­ficz­nej rozwagi.

Wracając na zie­mię – zespół roze­grał się do gra­nic moż­li­wo­ści. Koncert był długi (trwał trzy godziny), można było na nim usły­szeć kla­syczne nagra­nia z albumu „Frampton Comes Alive!”, bar­dziej współ­cze­sne kom­po­zy­cje z „Fingerprints” i roz­en­tu­zja­zmo­wany tłum nie­miec­kich fanów lubią­cych dobrą muzykę. Kryzys ich jesz­cze do cna nie stra­wił, gdyż mogą pozwo­lić sobie na kon­cert zagra­nicz­nej gwiazdy uśmie­cha­jąc się przy tym szcze­rze. Choć trzeba zazna­czyć, że sala kon­cer­towa nie była zapeł­niona po brzegi.

Kryzys jest zapewne ostrzej­szy w USA, dla­tego Frampton kon­cer­tuje dużo i tam, gdzie naj­chęt­niej kupią bilet, dora­bia­jąc przy tym w spo­sób iście współ­cze­sny i pomysłowy.

Za wypra­co­wy­wa­nie dodat­ko­wych obro­tów odpo­wie­dzialna jest firma Abbey Road Live, ofe­ru­jąca usługi pro­fe­sjo­nal­nego zapisu kon­certu i natych­mia­sto­wej sprze­daży nagra­nych płyt CD, DVD, bran­so­le­tek USB z utwo­rami i wszyst­kiego tego, czego zaży­czy sobie arty­sta, już 20 minut po zakoń­cze­niu imprezy. Jakość dźwięku odbiega, rzecz jasna, od sza­ła­put­nej tra­dy­cji bootle­go­wej i równa się nie­malże pro­fe­sjo­nal­nym wer­sjom stu­dyj­nym. Wszystko za sprawą małej, spraw­nej ekipy tech­ni­ków opra­co­wu­ją­cych na bie­żąco utwory „odsta­wiane” na sce­nie i nie­po­wta­rzal­nej tech­no­lo­gii, którą szczyci  się ARL .

Aby otrzy­mać, jak podaje Abbey Road – kolek­cjo­ner­skie wyda­nie nagrań idola, wystar­czyPolowe stanowisko AbbeyRoadLive w Tempodromie wrzu­cić do kasy 25 euro, a kilka minut po kon­cer­cie dosta­niemy nie­na­gan­nie nagrane cztery płyty cd (W przy­padku kon­certu Framptona – 3 cd z zapi­sem kon­certu plus 1cd z eks­klu­zyw­nym wywia­dem). Wszystko schlud­nie zapa­ko­wane w spe­cjal­nie na tę oka­zję zapro­jek­to­wany digi­pak. Oznakowane nalepką iden­ty­fi­ku­jącą kon­cert z miej­scem w któ­rym się odbywa i wska­zu­jącą kolejny numer wyda­nego wła­śnie albumu. Na bie­żąco pako­wane, jesz­cze cie­płe cd, wyplu­wane na oczach wszyst­kich z dość dużych kopia­rek – według zapew­nień potra­fią­cych prze­ro­bić 1000 płyt w ciągu 20 minut, fani odbie­rają z roz­ko­szą. W dro­dze powrot­nej do domu — samo­cho­dem, bo w auto­bu­sie disc­ma­nów już naj­pew­niej nikt nie używa — można do reszty zwa­rio­wać lub ogłuch­nąć odsłu­chu­jąc raz jesz­cze przed momen­tem zakoń­czone trzy godziny nie­złego ubawu.

Peter Frampton jest aku­rat naj­śwież­szym koope­ran­tem Abbey Road Live; z poziomu ich strony dostępne są rów­nież wcze­śniej­sze pro­jekty reali­zo­wane na przy­kład wespół z takimi roc­ko­wymi gru­pami jak: Alter Bridge czy Saving Abel.

Na uwagę zasłu­guje fakt, że Abbey Road rości sobie prawa jedy­nie do sprze­daży nagrań przez pewien okres czasu, pozo­stałe prawa do wydaw­nic­twa pozo­stają nie­ob­wa­ro­wane restryk­cjami i można nimi dys­po­no­wać dowolnie.

Cała ta semi-self-publishingowa zabawa nie ma z góry usta­lo­nego cen­nika, choć można przy­pusz­czać, że dostępna jest dla bar­dziej zamoż­nych arty­stów. Niezaprzeczalną zaletą dla fanów jest  nie­po­wta­rzal­ność wyda­nia. Idol z kolei dora­bia w ten barwny spo­sób, jako że w dzi­siej­szych cza­sach Internet ujmuje mu z port­fela dużo, jesz­cze wię­cej, kiedy jest bar­dzo dobrze rozpoznawany.

Brak wyma­ga­ją­cego pro­du­centa, małe restryk­cje doty­czące praw do wydaw­nic­twa, eks­pre­sowa pro­fe­sjo­nalna pro­duk­cja, nowe spo­soby komu­ni­ka­cji z fanami, dodat­kowe pro­fity finan­sowe z twór­czo­ści – wszystko to zdra­dza symp­tomy self-publishingu. Za wyna­ję­cie i wyko­rzy­sta­nie tech­no­lo­gii trzeba oczy­wi­ście zapła­cić, ale postęp nauczył nas, że za kil­ka­na­ście lat tech­no­lo­gia ta będzie, obok instru­men­tów muzycz­nych i wzmac­nia­czy, na wypo­sa­że­niu każ­dego bar­dziej prze­bo­jo­wego bendu.

Profesjonalni muzycy i prze­no­śna tech­no­lo­gia self-publishingowa, 8.8 out of 10 based on 4 ratings

26 listopada 2011, Beezar.pl W kategorii: Muzyka

4 odpowiedzi dla “Profesjonalni muzycy i przenośna technologia self-publishingowa”

  • Kejt28 pisze:

    No cóż, tech­no­lo­gia idzie do przodu, swoja droga to cie­kawe jak szybko mozna mieć juz gorący krą­żek po kon­cer­cie, mozna w dro­dze powrot­nej słu­chać i prze­zy­wać to jesz­cze raz. Ciekawe czy taki muzyczny self-publishing sie roz­nie­sie i takie swieze plyty beda norma?

    VA:F [1.9.11_1134]
    Rating: 5.0/5 (1 vote cast)
  • Beezar.pl pisze:

    Każdy wyna­la­zek potrze­buje czasu — jako że ten wyna­la­zek jest atrak­cyjny, a ludzie po kon­cer­cie stoją w wężo­wa­tych kolej­kach — zapewne będzie potrze­bo­wał go mniej :)

    VN:F [1.9.11_1134]
    Rating: 5.0/5 (1 vote cast)
  • Kejt28 pisze:

    Wężowate kolejki są ok, byle nie w disneylandzie.

    VA:F [1.9.11_1134]
    Rating: 5.0/5 (2 votes cast)
  • Beezar.pl pisze:

    Byle po nowe ebo­oki i albumy mp3!

    VN:F [1.9.11_1134]
    Rating: 5.0/5 (1 vote cast)


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>