Złożone oblicze self-publishera

Tagi: ,

VN:F [1.9.11_1134]
Rating: 9.5/10 (2 votes cast)

Wysiłek jaki należy wło­żyć w zor­ga­ni­zo­wa­nie wła­snego debiutu w ramach self-publishingu może przy­tła­czać. Efekt w postaci wielu war­to­ści doda­nych powi­nien być nagra­dzany licen­cją self-publishingowego agenta 007. Nikt nie zmu­sza autora aby wszel­kie nie­zbędne akcje wyko­ny­wał samo­dziel­nie, ale po ich spraw­nym prze­pro­wa­dze­niu kolejne „misje” będą na pewno  „szły”  spraw­niej i z wyczu­ciem sytu­acji. Należy przy tym uwa­żać aby nie prze­sa­dzić z wie­lo­za­da­nio­wo­ścią, która zazwy­czaj znacz­nie wydłuża cał­ko­wity czas pracy nad przy­go­to­wa­niem publi­ka­cji. Słowem naj­le­piej wyko­ny­wać jedną czyn­ność jed­no­cze­śnie.
Tworząc dzieło autor inwe­stuje w sie­bie, zgłę­bia odmęty wła­snego Ja, a po żmud­nym pro­ce­sie wewnętrz­nego mono­logu nie­stety nie od razu czeka na niego uko­je­nie. Jednakże satys­fak­cja z samo­dziel­nego prze­pro­wa­dze­nia kolej­nych eta­pów wydaw­ni­czych będzie na pewno zwie­lo­krot­niona.
Jaką meta­mor­fozę musi przejść autor nim zacznie odpo­czy­wać lub przy­go­to­wy­wać plany kolej­nej opo­wie­ści ku ucie­sze czytelników?

Self-publisherPunktem wyj­ścia jest oczy­wi­ście jego talent pisar­ski – tylko roz­wój warsz­tatu pomoże fak­tycz­nie ulep­szyć pro­dukt finalny. Pozostałe ele­menty wspo­ma­gają tech­niczną stronę ebo­oka, wzbu­dzają zain­te­re­so­wa­nia czy­tel­ni­ków oraz pod­trzy­mują ten stan.
Niestety roz­wi­nięta wyobraź­nia i spi­sa­nie wielu barw­nych histo­rii nie musi zakoń­czyć się tek­stem wol­nym od gra­ma­tycz­nych, mery­to­rycz­nych bądź lek­sy­kal­nych błę­dów. Self-publisher musi  uleć prze­mia­nie w redak­tora wła­snego dzieła. Redagując wła­sne utwory należy uwa­żać, aby zmysł  subiek­tyw­no­ści nie przy­tło­czył obiek­tyw­nego spoj­rze­nia. Tekst należy odsta­wić na kilka dni, a kiedy już się „prze­gry­zie” zaj­rzeć do niego raz jesz­cze. Jeżeli jed­nak samo­za­chwyt bie­rze górę, lepiej oddać utwór w ręce beta-readera z dobrą zna­jo­mo­ścią języka pol­skiego.  Opinia obcego oka pozwoli wyczy­ścić treść z wszel­kich zgrzy­tów i języ­ko­wych „zabrudzeń”

Troska o wywo­ła­nie zain­te­re­so­wa­nia u czy­tel­nika jest obo­wiąz­ko­wym przy­stan­kiem na dro­dze do suk­cesu. Redaktor ulega prze­mia­nie w gra­fika – pro­jek­tanta okładki. W zależ­no­ści od oso­bi­stych pre­fe­ren­cji autora, etap ten może być albo nużący, albo „roz­ryw­kowy”; jed­nakże pozo­sta­wia­jąc pro­jekt okładki w rękach pro­fe­sjo­na­li­sty nie należy zapo­mi­nać o autor­skich instruk­cjach. Odbicie idei książki w atrak­cyj­nej ilu­stra­cji na okładce jest sku­tecz­nym wabi­kiem, napro­wa­dza czy­tel­nika i wzbu­dza jego apetyt.

Co dzieje się po prze­kro­cze­niu progu okładki? Czytelnik dostrzega efekt pracy kolej­nej meta­mor­fozy, tym razem w skła­da­cza. Aplikacje DTP są dzi­siaj nie­zmier­nie intu­icyjne. Aby zła­mać tekst lite­racki bez ilu­stra­cji do PDFa nie trzeba prze­cho­dzić dodat­ko­wego tre­ningu. Sytuacja może się skom­pli­ko­wać w przy­padku chęci utwo­rze­nia pliku epub i mobi (oba są prak­tycz­nie tym samym). W takiej sytu­acji należy m.in. zapo­znać się z pod­sta­wami CSSa, a to jest już odrębna opowieść.

Czas zacząć mar­ke­tin­gowe sza­leń­stwo. W tej odsło­nie self-publisher uru­cha­mia pozo­stałe pokłady wła­snej kre­atyw­no­ści. Stając się spe­cja­li­stą od mar­ke­tingu może korzy­stać z ze spo­sob­no­ści pro­mo­cji wła­snej twór­czo­ści w por­talu, w któ­rym publi­kuje; udziela się na for­mach; prze­chwala się w szkole/pracy; two­rzy stronę WWW spe­cjal­nie dla wła­snej książki/książek; wyku­puje w miarę tanią acz sku­teczną reklamę na blogach/forach. Może też posłu­żyć się dzia­ła­niami nie­stan­dar­do­wymi, o ile czuje się na siłach. Dziś nie­rzadko wyj­ście poza stan­dard jest wyj­ściem do praw­dzi­wych ludzi, dla­tego wie­czory lite­racki, publiczne odczyty, per­for­mance i sza­łowe akcje na świe­żym powie­trzu na pewno wzbu­dzą zain­te­re­so­wa­nie. Video z tych even­tów wrzu­cone na YouTube oraz wła­sne strony WWW zapewne posze­rzą krąg odbior­ców. Oby tylko nie prze­sa­dzić w środ­kach, prze­kaz musi być wyraźny i nie­zbyt skrajny, w prze­ciw­nym wypadku ktoś z publiki może wezwać pogo­to­wie psychiatryczne.

Ponadto, do pew­nego stop­nia, warto być sobie praw­ni­kiem – znać ustawę o pra­wie autor­skim i pra­wach pokrew­nych. Nie należy zapo­mnieć o pod­sta­wo­wej księ­go­wo­ści. Pieniądze — nagrodę za wysiłki — należy wypła­cać samemu, czę­sto z wielu róż­nych źró­deł. Przy tym, należy roz­li­czać się z owymi ser­wi­sami oraz Urzędem Skarbowym.
Co dalej? Self-publishingowe środki publi­ka­cji są już mniej wię­cej usta­lone, dla­tego po kilku spraw­nych wyda­niach kolejne można będzie two­rzyć z pół­przy­mknię­tymi oczami. Warto jed­nak zosta­wić oczy lekko otwarte na wypa­dek nie­pla­no­wa­nych oko­licz­no­ści, zmian w for­mach mar­ke­tin­go­wego prze­kazu i oczy­wi­ście po to, aby móc obser­wo­wać reak­cję czytelników.

Złożone obli­cze self-publishera , 9.5 out of 10 based on 2 ratings

21 stycznia 2012, Beezar.pl W kategorii: Literatura

2 odpowiedzi dla “Złożone oblicze self-publishera”

  • Arti89 pisze:

    Może by tak zro­bić jakiś pakiet usług dtp? korekta, redak­cja czy coś, inne por­tale maja coś takiego, wtedy taki ebook wydany wla­snym sump­tem jest cal­kiem przy­ja­zny dla oka

    VA:F [1.9.11_1134]
    Rating: 4.3/5 (4 votes cast)
  • AkFa pisze:

    Faktycznie self-publishing to wiele pracy i wysiłku, ale też ogromna satys­fak­cja. Ja już jestem na eta­pie promocji.

    A pakiet — to naprawdę super pomysł.

    VA:F [1.9.11_1134]
    Rating: 0.0/5 (0 votes cast)


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>