Blurb” — po prostu recenzja (i co z niej wycisnąć?)

VN:F [1.9.11_1134]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)

Bez sile­nia się na odnaj­dy­wa­nie i wyko­rzy­sty­wa­nie nowo­cze­snych metod mar­ke­tin­go­wych, można oddać się w ręce sta­rych, spraw­dzo­nych, i w przy­padku ebo­oków, znacz­nie efek­tyw­niej­szych. Najbardziej opi­nio­twór­czą z metod jest w rze­czy samej recen­zja. Niezmienna, nie­pod­da­jąca się tech­no­lo­gicz­nym reżi­mom, a jed­no­cze­śnie pozo­sta­jąca tą, która w mgnie­niu oka nakła­nia czy­tel­nika do zakupu produktu.

Prostota tego roz­wią­za­nia jest tak wielka, że pro­mi­nentne recen­zje w New York Times są cza­sem iro­nicz­nie okre­ślane mia­nem „no-brainer”. Oznacza to tyle, co brak koniecz­no­ści zaan­ga­żo­wa­nia inte­lektu w pro­ces kry­tycz­nego podej­ścia do oceny książki na łamach tego dzien­nika. Zaufanie do marki robi swoje i już tylko mała wzmianka tytułu w rubry­kach gazety dla wielu czy­tel­ni­ków, jest wystar­cza­ją­cym moty­wem do naby­cia kon­kret­nej pozy­cji. Lista współ­cze­snych obo­wiąz­ko­wych lek­tur NYT odbija się echem nie tylko w Nowym Świe­cie. Przy dzi­siej­szym glo­ba­li­za­cyj­nym roz­pę­dzie, ma ona nie­mały wpływ na to, co w nie­da­le­kiej przy­szło­ści będzie tłu­ma­czone na języki obce.

Zatem, co takiego wydawcy wyci­skają z recen­zji takich jak te w NYT, a co self-publisher może wyci­snąć z recen­zji wła­snej publi­ka­cji na blo­gach lub por­ta­lach tema­tycz­nych? Na efekt takiego wyci­ska­nia, w języku angiel­skim, jest zare­zer­wo­wane osobne okre­śle­nie – „blurb”.

Czym jest „blurb”? Jest mia­no­wi­cie zajawką (swo­istym wypi­sem) mającą zachę­cić czy­tel­nika do tej wła­śnie, a nie innej książki. Zajawka taka stwo­rzona jest w opar­ciu o naj­bar­dziej rzut­kie frag­menty recen­zji w opi­nio­twór­czym cza­so­pi­śmie, jest także frag­men­tem opi­nii wyda­nej przez innego pisa­rza (zna­jomKite Runner - Blurbego albo nie­zna­jo­mego – w tym wypadku należy za opi­nię zapła­cić). Wypisy są następ­nie umiej­sca­wiane na okładce, a nie­kiedy także na pierw­szych stro­nach książki. Skoro np. Isabel Allende (patrz zdję­cie) lubi tę książkę, to na pewno ma ona doj­mu­jącą war­tość literacką.

Tradycja ta znana jest wśród zachod­nich wydaw­ców. W Polsce rów­nież można spo­tkać „blurby”, jed­nak są to zazwy­czaj tłu­ma­cze­nia tych, które zostały wyko­rzy­stane na okład­kach wydań ory­gi­nal­nych. Czyżby zajawki z tytu­łów takich jak „Sunday Telegraph”, New Statesman”, czy „Daily Telegraph miały nakło­nić pol­skiego czy­tel­nika do skon­su­mo­wa­nia książki? Może po pro­stu z braku roz­bu­do­wa­nych rubryk lite­rac­kich w głów­nych gazetach/czasopismach oraz z braku „poczy­tal­no­ści” narodu pol­skiego nie ma kilku recen­zenc­kich cen­trów, któ­rych jedno słowo wystar­czy­łoby do ozna­ko­wa­nia publi­ka­cji jako war­to­ścio­wej. Jak widać nawet lako­niczne stwier­dze­nia w stylu: „Dzieło praw­dzi­wego mistrza pióra”, „Oszałamiająca”, „Hipnotyzująca”, Złożona i nie­skoń­cze­nie poru­sza­jąca” sko­ja­rzone z powyż­szymi tytu­łami zagra­nicz­nych dzien­ni­ków umac­niają poten­cjal­nego nabywcę w prze­ko­na­niu, że „a jed­nak warto”.

Dlatego self-publisher jest w lep­szej sytu­acji. Portali tema­tycz­nych (fantasy/kryminał/horror itp.) jest mul­tum, blo­gów zaj­mu­ją­cych się recen­zo­wa­niem ksią­żek jesz­cze wię­cej. Oba te źró­dła szu­kają ory­gi­nal­nych infor­ma­cji aby zapeł­nić dzień świe­żym wąt­kiem, ponadto same wal­czą o to, kto sta­nie się sil­niej­szym lite­rac­kim trend­set­te­rem. Do kilku sen­sow­nie dobra­nych warto zwró­cić się zatem po opinię.

Nie należy oczy­wi­ście poprze­sta­wać na przy­ję­ciu cie­płej recen­zji. Należy ją dobrze wyko­rzy­stać. W przy­padku ebo­oków umiej­sco­wie­nie zaja­wek na okładce lub na pierw­szej stro­nie możeDiary of a Bad Year - Blurb przy­nieść obu­stronną korzyść. Autor korzy­sta z przy­chyl­nych słów recen­zenta, a skoro mamy do czy­nie­nia z pli­kiem ebo­oka (PDF, epub lub mobi), to nie będzie pro­blemu aby „blurb”, np. z pierw­szej strony, był zlin­ko­wany do por­talu lub bloga, z któ­rego recen­zja pocho­dzi. Taki spo­sób wyko­rzy­sty­wa­nia zaja­wek z recen­zji może być dodat­kową kartą prze­tar­gową dla self-publisherów. Czytelnik jed­nym klik­nię­ciem prze­nie­sie się do recen­zenc­kiego źró­dła i może zde­cy­duje o tym, że chce z niego korzy­stać częściej.

Zestaw wyko­rzy­sta­nych zaja­wek można oczy­wi­ście wypi­sać pod­czas krót­kiego stresz­cze­nia książki publi­ko­wa­nej w ser­wi­sie self-publishingowym.

Oprócz aktyw­nego nawią­zy­wa­nia kon­taktu z recen­zen­tami, cały pro­ces nie jest nad­zwy­czaj cza­so­chłonny, a może mieć duży wpływ na pobu­dze­nie zain­te­re­so­wa­nia czy­tel­ni­ków. Wyróżnienie „blur­bów” na okładce z typo­gra­ficz­nym sma­kiem na pewno przy­cią­gnie wzrok, należy tylko pamię­tać aby nie nagro­ma­dzić ich zbyt wiele. Niestety ebook zazwy­czaj nie posiada tyl­nej okładki (na niej wła­śnie, w papie­ro­wych publi­ka­cjach gro­ma­dzi się naj­wię­cej recen­zenc­kich smacz­ków), ale nawet gdyby ją posia­dał komu przy­szło by do głowy, by przed roz­po­czę­ciem czy­ta­nia prze­sko­czyć na sam koniec opo­wie­ści? Dlatego oprócz okładki, na zajawki warto wyko­rzy­stać jedną z pierw­szych stron ebooka.

Dlaczego publi­ka­cje self-publisherów nie mia­łyby być objęte pro­stymi zasa­dami jakie panują w tzw. mainstreamie?

6 lutego 2012, Beezar.pl W kategorii: Marketing


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>